Świadectwo Magdy

 In Świadectwa

To nie koniec, to początek…

Z racji tego, że  w Serpelicach mieści się mój rodzinny dom, miałam okazję przyjrzeć się pracom porządkowym po zakończeniu Golgoty Młodych. Siedziałam na ławce i ze ściśniętym sercem patrzyłam, jak grupa mężczyzn rozbiera i pakuje do ciężarówki scenę. Scenę, na której przez ostatnie dni dokonywało się tyle cudów. Potem poszłam na pole namiotowe, które wydało mi się nagle tak smutne i opustoszałe, choć zaledwie kilka godzin wcześniej mieniło się setkami kolorowych stropów.

Było mi przykro, czułam niedosyt. To była moja pierwsza od dziewięciu lat Golgota, na której pozwoliłam Panu zajrzeć do mojego serca. Związana z kapucyńskim środowiskiem, miałam zaszczyt być uczestnikiem pierwszej w historii Golgoty Młodych w 2006 roku. Potem, na wiele lat zniknęłam z Kościoła, a nawet jak już wróciłam, to inne obowiązki nie pozwalały mi uczestniczyć w tych niezwykłych rekolekcjach nad Bugiem. Także i w tym roku – udało mi się dojechać dopiero drugiego dnia wieczorem. Dosłownie wybiegłam z PKS-u po prawie pięciu godzinach podróży, tylko po to, by szybko zostawić w domu bagaż i udać się na drogę krzyżową na Kalwarię. To było niesamowite, bo byłam  już spóźniona 15 minut, a mimo to, procesja ruszyła dokładnie w tym momencie, gdy weszłam na plac przed kościołem. Ja wiem, że to może zbieg okoliczności, ale w moim sercu pojawiła się myśl, że Pan Jezus oczekiwał na mnie tak samo mocno, jak na każdego innego uczestnika tegorocznej Golgoty i że w pewnym sensie „zaczekał” na mnie.

W rekolekcjach brałam udział jako gość, nie jako uczestnik. Miałam swoje obowiązki w domu, ale na tyle, na ile mogłam, starałam się uczestniczyć w spotkaniu. Takim niezwykłym momentem były nabożeństwo pokutne i spowiedź. Co prawda, czekałam na nią około 4 godzin, ale sam czas oczekiwania był owocny. Początkowo, zniecierpliwiona, zerkałam co chwila na komórkę – sprawdzałam Facebooka, jeszcze raz oglądałam zrobione tego dnia zdjęcia, a nawet grałam w gry – wszystko, by tylko zabić czas i nie myśleć o strachu, który mi skrycie towarzyszył. Do Kościoła chodzę regularnie mniej więcej o półtora roku, systematycznie się spowiadam, ale spowiedź na Golgocie Młodych to zawsze operacja na otwartym sercu – wiedziałam to i czułam, że może być mi trudno ubrać w słowa to wszystko, co się we mnie nagromadziło przez ten czas, kiedy ostatni raz spowiadałam się w ten sposób – w postaci rozmowy z kapłanem w cztery oczy. Na szczęście potem zaczęłam rozmawiać z innymi dziewczynami, które razem ze mną czekały w kolejce, dzięki czemu czas zaczął płynąć choć trochę szybciej.  Postanowiłam niczego nie planować, nie układać w głowie scenariusza tego, co się stanie, ale oddać tę spowiedź Duchowi Świętemu. To była bardzo oczyszczająca spowiedź – po raz pierwszy od dawna udało mi się stanąć w takiej szczerości wobec samej siebie, kapłana, a przede wszystkim wobec Pana Boga.

Ostatniego wieczoru, jeszcze przed koncertowym szaleństwem pod sceną, podczas nabożeństwa prowadzonego przez ojca Jarka Kuberę, wspólnie z innymi Golgotowiczami wybrałam Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Przez chwilę przemknęła mi szydercza myśl, że kiedyś przecież już to robiłam, jeszcze na oazie, a potem i tak od Niego się odwróciłam. Doszłam jednak do wniosku, że nie warto w ten sposób myśleć, a chrześcijaństwo to właśnie nic innego jak stałe i ciągłe wybieranie Jezusa. Pomimo upadków, pomimo ciemności.

Cieszę się, że mogłam doznać tak ogromnej łaski, jaką było uczestnictwo w tegorocznej Golgocie Młodych. Już nie jest mi smutno, bo wiem, że to nie koniec, lecz początek. Nowy początek z Jezusem Chrystusem – cudotwórcą, który zaproszony do życia – potrafi je przemienić.

Chcę zostać z tą refleksją na najbliższy rok i już się cieszę na myśl, jak wspaniałe rzeczy przygotował Pan na następną, jubileuszową już Golgotę, w której mam nadzieję wziąć pełen udział. Chwała Panu!

Recent Posts

Leave a Comment

Napisz do nas

Jeśli masz jakieś pytania, sugestie, pozdrowienia - napisz :) Jesteśmy w kontakcie :)

Not readable? Change text. captcha txt