Świadectwo Michała

 In Świadectwa

Godny życia

Dzisiejsze świadectwo nosi ten właśnie tytuł. Na samym początku może się przedstawię. Mam na imię Michał. Mam prawie 19 lat. Moja historia nawrócenia sięga już czasów gimnazjalnych kiedy to katecheta zaprosił mnie na kurs odnowy wiary w Duchu Świętym. To były początki mojego spotkania z Jezusem. Pamiętam te rekolekcje jako pełne niepokoju i walki… z Panem Bogiem i z samym sobą. Byłem bardzo zamkniętym chłopakiem. O niskim poczuciu własnej wartości, korzystającym już z „atrakcji” jakie oferuje ten świat.

Już jako 15 letni chłopak sięgałem po marihuanę i piłem alkohol. Do tego często wkradała się nieczystość chodź akurat w tej sferze odnosiłem wiele sukcesów na tle duchowym. Mimo tego byłem bardzo zagubionym człowiekiem. Ciągle mi czegoś brakował i właśnie brak tego „czegoś” zapełniałem używkami i życiem towarzyskim. Z perspektywy czasu już wiem że tą pustkę w sercu może zapełnić tylko miłość Chrystusowa. Na początku roku 2015 postanowiłem się przełamać i zdziałać coś w kierunku mojego życia duchowego. Postanowiłem wybrać się na ekstremalną Drogę Krzyżową do Wąwolnicy. To była trudne doświadczenie zarówno fizycznie jak i psychicznie. Udało mi się. Obiecałem sobie że w lecie wybiorę się na pielgrzymkę do Częstochowy. Wtedy jeszcze trochę powątpiewałem w to że w ogóle zbiorę się w kupę i wyruszę w drogę do naszej ukochanej Matki.

Przyszło lato, coraz bliżej pielgrzymki. Decyduję – idę. To była najlepsza decyzja jaką podjąłem w moim życiu. Pierwszy dzień i pierwsze kilometry. W głowie głos – co ja tutaj robię? Ci wszyscy ludzie śpiewają i chwalą Boga. -No niby wszystko fajnie przecież tego się spodziewałeś Michale-. Zbierz się w garść, dasz radę. To tylko kilka dni. Z dnia na dzień było coraz lepiej, poznawałem dużo fajnych ludzi ale też przełamywałem siebie i moje stosunki do innych. Raczej nie stroniłem od poznawania nowych osób i było dla mnie trudne zaadaptować się do otoczenia. Mijały dni. Byłem zadowolony z tego że podjąłem trud wędrówki. Na jednym z postojów spotkałem mojego starego znajomego – Jana. Pogadaliśmy, wszystko fajnie i to właśnie on pokazał mi ulotkę rekolekcji – Golgoty Młodych. Wydarzenie ma miejsce co roku w miejscowości Serpelice. Niedaleko granicy Polsko-Białoruskiej. Spojrzałem na kartkę co się będzie dziać. Akurat się złożyło że będzie tam mój ulubiony raper – Tau, Który już wcześniej miał ogromy wpływ na moje życie duchowe i moralne. Mówię – ok. Jasiu, jedziemy tam.

Dziękuje z całego serca mojej ukochanej Matce Jasnogórskiej za to, że spotkałem na drodze mojego życia i na drodze do Częstochowy Jasia. Ogólnie czułem trochę niedosyt po pielgrzymce. W aspekcie duchowym nie wiele się zmieniło. Zmieniło się tylko to że chcę jechać do Serpelic na rekolekcje. Przyszedł 21 Sierpnia 2015 roku. Rozładowaliśmy swoje manatki. Rozłożyliśmy namiot. Ogólnie wszystko fajnie , jakieś pokazy ognia 1 konferencja, Słowo Boże na rekolekcjach to przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie a tytuł rekolekcji to „Godni Życia”( Łk 10, 30-37). Prowadzący bracia kapucyni mówią nam że Pan Jezus chce przyjść do nas pokazać nam nasze życiowe zranienia i opatrzyć te rany. Atmosfera świetna, wszyscy ludzie w podobnym wieku także jest spoko. Drugi dzień( 22 sierpnia) przebiegł w bardzo podobnej aurze. Nic specjalnego się nie działo. Świadectwo Andrzeja Sowy, bardzo mocne no ale świadectwo jak świadectwo dużo już takich słyszałem.

Przyszła niedziela 23 sierpnia 2015r. Ten dzień zapamiętam do końca życia. W ciągu dnia nic przełomowego nie było, dzień jak co dzień, rekolekcje mijają, a ja czuje się dalej duchowo w tym samym świecie tzn. zagubiony. Nadeszła wieczorna adoracja. Był to dzień pokutny a więc bracia kapucyni byli rozstawieni po całym miejscu naszego pobytu i udzielali sakramentu spowiedzi. Ja że skorzystałem z sakramentu na tydzień przed rekolekcjami nie czułem takiej potrzeby. Wniesiony został Jezus w Najświętszym Sakramencie. Nagle ogarnęło mnie ogromne pragnienie zbliżenia się do Pana Boga. A raczej zawołania do Niego. Zacząłem wołać z całych swoich sił. Z całego serca, dosłownie krzyczałem Bogu do ucha że moje życie jest bardzo kiepskie, przeciętne. Nie czuję szczęścia z tego, że żyję. Po prostu nie czułem w życiu Boga. Kiedy tak zacząłem się modlić i mówić Panie Boże jeśli naprawdę jesteś i jeśli Ci tak naprawdę na mnie zależy odpowiedz mi. Pokaż mi Siebie. Okaż mi choć cząstkę Swojego Miłosierdzia…

Nagle jakby coś we mnie pękło. Jezus pokazał mi moje zranienia. Pokazał mi to jak bardzo od samego dzieciństwa byłem raniony. Przez kolegów, bliskich kolegów którzy często mnie oczerniali, wyśmiewali. Ja przez całe życie szedłem z takim piętnem że chcę być kochany, szukałem akceptacji szukałem szczęścia zawsze tam gdzie go nigdy nie było. Płakałem. Więcej – ryczałem. Z moich oczy wydobywały się szczere łzy osoby która pragnie miłości. Pan Jezus pokazał mi to jak bardzo mnie Kocha. Jak bardzo Mu na mnie zależy. Jaką piękną osobą jestem w Jego oczach. Doświadczyłem Chrystusa takim, jakim naprawdę jest On sam. Naszym kochanym Ojcem. Który wzrusza się, który płacze razem z nami kiedy dzieję się nam krzywda. Ta chwila potęgowała się z sekundy na sekundę. Pragnąłem być coraz bliżej Niego. Pragnąłem być blisko Boga, zamknąć się w Jego sercu i karmić się tylko jego miłością. Co więcej. Dalej ciągle tak samo tego pragnę.

Po tej adoracji moje życie zmieniło się diametralnie. Zacząłem inaczej postrzegać rzeczywistość. Zacząłem patrzeć na ten świat taki jaki naprawdę jest. A przede wszystkim zacząłem patrzeć  na drugiego człowieka tak jak patrzy na niego Jezus Chrystus. Oczywiście moja miłość w porównaniu do Jego miłości to garść piasku na tle brzegu morza. Ale ja już nie chcę innej miłości. Pragnę tylko trwać w miłosierdziu Chrystusa. Pragnę karmić się jego światłem i to światło rozdawać innym ludziom. Przez kolejne kilka dni nie mogłem uwierzyć to jak ten świat jest pięknie zbudowany. Jak Pan Bóg kocha nas wszystkich. Płakałem co kilka minut. Wzruszałem się każdą chwilą. Msza na następny dzień wyglądała jak cud. Wszystko było tak pięknie przystrojone i to jak biskup mówił kazanie było niesamowite. Nieustanny płacz i wzruszenie. Tak samo jak wzruszył się Miłosierny Samarytanin spotykając tego człowieka na wpół umarłego i pozostawionego na drodze. Ja zapragnąłem być ciągle przy Bogu.

Codziennie od tamtego momentu udaję się na Msze. Ciągle pragnę przyjmować Eucharystię. Codziennie mówię różaniec i koronkę do Bożego Miłosierdzia. Jezus Chrystus jest wspaniały. Jego plan dotyczący mnie i nas wszystkich jest przepiękny. W moim życiu zaczęły się dziać cuda. Ożywiły się moje relacje z najbliższymi z moim rodzeństwem, z moją mamą. Mam ogromne pragnienie rozmawiania o Bogu, czytania o Nim w księdze życia. Zachęcam wszystkich ludzi do czytania Pisma Świętego. Ta księga jest najprawdziwszym obrazem świata, Boga i człowieka. Nie ma bardziej autentycznej i piękniejszej księgi jak Pismo Św. Czuję się wolny. Czuję że już nic nie potrzebuję do szczęścia tylko Jezusa. Tylko Jego miłości i jego bliskości. Uwielbiam Boga z całego mojego serca. Jego miłość do nas jest przeogromna, Jego majestat jest przepiękny. Dziękuje Ci Jezu za wszystko co uczyniłeś w moim życiu. Dziękuje Ci za wszystkie moje upadki, za wszystkie zranienia za cała moją rodzinę i najbliższych za ekstremalną Drogę Krzyżową, dziękuje Ci za Pielgrzymkę na Jasną Górę, dziękuje Ci za te rekolekcje a przede wszystkich dziękuje Ci za Krzyż, za Twój Święty i pełen miłosierdzia Krzyż. Za życie na tym Krzyżu którym pragniesz obdarować nas wszystkich – Twoich ukochanych dzieci. Bądź pozdrowiony Panie.

ALLELUJA

Recent Posts

Leave a Comment

Napisz do nas

Jeśli masz jakieś pytania, sugestie, pozdrowienia - napisz :) Jesteśmy w kontakcie :)

Not readable? Change text. captcha txt